czwartek, 27 października 2011

"Zachód Słońca Przez Firankę"

Ciągle i jak najczęściej z radością ćwiczę repusowanie więc zrobiłem kolejny wisiorek. I znowu parę błędów ale powoli uczę się ich unikać lub je tuszować. Chyba na razie dość wisiorków. Może niedługo przyjdzie kolej na kolczyki albo bransoletkę jakąś? Cukiernica też czeka.
"Zachód" jest oczywiście z miedzi, repusowany, z bursztynem bałtyckim. Oksydowany chemicznie i namaszczony olejem i woskiem. Chyba dorobię dwa kółka jako krawatkę.








sobota, 22 października 2011

Projekt "Miętówka W Paszczy Wieloryba".

Artykuł opisuje próbę i ćwiczenie, tyleż radosne co pozbawione wiedzy i doświadczenia.

Pomysł miałem taki: zrobić broszko - wisiorek repusowany w miedzi. Było tak:
odciąłem od arkusza blachy miedzianej grubości 0.57 kawałek jakieś 6 x 10 cm, wyżarzyłem nad palnikiem kuchenki gazowej i gwałtownie schłodziłem (glejowanie, anelowanie). Zapaliłem papierosa, podumałem i narysowałem na papierze projekt kształtu. Narysowałem taki sam na blaszce niezmywalnym cienkopisem. Potem poprawiłem go rylcem z twardej stali. Zrobiłem to niezbyt głęboko; na tyle tylko, żeby kolejne glejowanie nie zatarło rysunku.


 Następnie wybiłem linię kształtu, używając średniej wielkości chiselka liniowego. Robiłem to dość płytko. W tym czasie blaszka leżała na stalowym płaskim kowadełku.







Lico wytrasowane, trzeba brać się za repusowanie odwrocia. Najpierw sprawdziłem widoczność linii. Nie była zbyt dobra więc przetarłem powierzchnię papierem ściernym granulacji 1600, co uwidoczniło linie ta tyle dobrze, że dało się  je wykorzystać do repusowania.

Zacząłem wybijać używając owalu wypukłego, półkuli -"perły" i linii grubej wypukłej. Repusowałem na bardzo grubej skórze. Smołę owszem mam, domowej roboty z lepiku dachowego, sproszkowanej kredy, kalafonii, odrobiny laku i z wosku pszczelego. Ale nie mam nagrzewnicy. Jeszcze kiedyś coś wymyślę w tym temacie albo wreszcie zarobię na nagrzewnicę.


Na końcu tego kształtu użyłem kropli wydłużonej wypukłej.


Niestety, nie używałem smoły więc podniosły się też te obszary, które nie miały się podnieść - sąsiednie kanaliki. Musiałem więc obniżyć je pracując na odwrociu (trybowanie) na liniach rysunku na styku sąsiednich kanalików. Użyłem do tego puncyny o kształcie takim.

Czy wybrałem właściwy chisel do tego zadania wie tylko bóg i Tom. Później znowu wyżarzanie bo blaszka zdążyła się już zahartować od uderzeń.

Osuszyłem i oczyściłem ścierką, kubek ze słoniem z zimną wodą wrócił na swoje miejsce w lodówce i zacząłem poważniej pracować na licu.


 Wyprostowałem ostrożnie blachę trochę w rękach a trochę szczypcami i spłaszczyłem tło dużymi "planisherami" okrągłym, diamentem (w kształcie oka) i prostokątnym.

Zniwelowałem rowki tworzące obrys kształtu od strony powierzchni płaskiej za pomocą "owczego kopytka".

Potem jeszcze poprawiłem spłaszczenie na tle i zrobiłem na nim fakturowanie dookoła wypukłości małą "perłą", dalej od wypukłości dużą "perłą" a dalej prostokątem płaskim, trzymanym lekko pod kątem. Aby uzyskać gładką powierzchnię na licu przeszlifowałem dokładnie wypukłości papierem ściernym granulacji 500, potem 600, 800, 1000 i 2500; potem supergładzącym różowym i dokończyłem ściereczką polerującą.

 Umyłem płynem do naczyń, żeby odtłuścić i odpylić i zaoksydowałem oksydą w paście. Zostało mi trochę po okresie fascynacji strzelectwem, które musiałem wybić sobie z głowy.
Ostatnie polerowanie po oczyszczeniu z resztek oksydy. Efekt jest, jaki jest.
Wkrótce dorobię agrafkę ze stali nierdzewnej i zamocuję ją na odwrociu. Nie omieszkam pokazać efekt ostateczny.
Mam nadzieję, że jeszcze żyjesz, drogi Czytelniku, że nie zanudziłeś się na śmierć.