wtorek, 5 czerwca 2012

Micha i smoła. A bowl and a pitch.

Nareszcie się doczekałem. Moja nowa duża czasza jest już w pełni gotowa do pracy. Całość pracy z wypełnieniem wykonał mój brat - doświadczony budowlaniec. Czasza ma solidne wypełnienie i balast, choć trochę  nietypowe - fugę do glazury i stare małe śrubki i nakrętki w dużej ilości. Tak wyglądała po zaschnięciu wypełnienia. Widać kratery po bańkach powietrza, które zostały wypchnięte na powierzchnię uderzeniami młotka w ścianę czaszy i pękły po wyschnięciu fugi.

Wypełnienie schło dwie doby. Nie mogłem się doczekać końca. Wreszcie oczyściłem ściankę wewnętrzną żeliwa szczotką mosiężną i mogłem napełnić czaszę smołą. Wybrałem japońską Matsuyani według przepisu Forda Hallama - http://followingtheironbrush.blogspot.com/2008_01_27_archive.html
Stopiłem kalafonię sosnową na małym ogniu. Brat pomagał i zrobił kilka zdjęć.



Zrobiłem test, sprawdzający jakość żywicy: kapnąłem parę kropel na zimny duży młotek. Masa nie przykleiła się, natychmiast zastygła i dała się kruszyć. Czyli: wynik testu - pozytywny i można pracować dalej.
Dodając stopniowo gips mieszałem do uzyskania jednolitej gładkiej masy. Cały czas mieszałem wiertarką zagiętym w pętlę grubym drutem wciąż podgrzewając miksturę na wolnym ogniu.



Dodałem barwnika do farb w postaci koncentratu w płynie. Nie miałem ani czasu ani ochoty na szukanie pyłu z węgla drzewnego, który jest tradycyjnym składnikiem. Dodałem też olej roślinny. Mikstura uzyskała ładny głęboki czarny kolor.
Powtórzyłem jeszcze dwa razy test z zimnym młotkiem. Plamka masy zestalona, krucha, nie przywiera  Jest ok.

W drugiej próbie kawałek masy ześliznął się z przechylonego młotka do garnka.
I smoła gotowa. Odstawiam do ostygnięcia. Ilość spora więc wystarczy też na bieżące zamówienia dla klientów.


Zrobiło się późno (zdecydowanie za szybko!) więc wypełnianie czaszy przełożyłem na następny dzień. Skruszyłem smołę w grubym płóciennym worku na małe kawałki i wkładając je po kilka do czaszy topiłem opalarką. Po wypełnieniu po krawędź zimnym młotkiem uformowałem nadmiar smoły w lekką wypukłość.
Czaszę zaoksydowałem zawczasu chemicznie na brązowy kolor, żeby choć w pewnym stopniu uodpornić ją na rdzewienie.
Czasza jest całkowicie gotowa do użycia. Długo czekałem na tę chwilę ale smak spełnienia był boski!




Wszystkim entuzjastom sztuki repusowania życzę takich pozytywnych wrażeń.

5 komentarzy:

  1. Nieźle sobie radzicie!:)Czekam na relacje dalsze z prac wszelakich,(niektórych wpisów po prostu nie umiem skomentować sensownie, np. post niżej o nożach, ale gapię się jak sroka w gnat z rozdziawioną japą - fascynuje wszystko bez wyjątku co pokazujesz).:)
    p.s. Angus, zostań moim bratem, co? :)
    Pozdrawiam - Anka

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu niniejszym uznaję Cię za swoją siostrę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...cudownie!:) Niniejszym: zaszczycona=zachwycona Ańka napisała...

      Usuń
  3. Uff, widzę, że nie tylko ja robię dziwne rzeczy w kuchni - w moim przypadku to ostatnio woskowe lampiony. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń