wtorek, 25 września 2012

Tarcza zegara 1

Ze specjalną dedykacją dla Pana Jacka Dekasińskiego, wiernego czytelnika bloga.  :)

Pan Jacek i kilka innych osób pytało, czemu ostatnio nie zamieszczam nowych postów. Odpowiedź brzmi: ponieważ sporo pracuję. Głównie czas zajmuje mi rekonstrukcja tarczy średniowiecznego zegara na wieżę kościoła w Rościsławicach - http://fotopolska.eu/Roscislawice/b14901,Kosciol_filialny_Podwyzszenia_Krzyza_Swietego.html
Zegar ma wyglądać tak:

Rysunek i projekt: Andrzej Dudczenko.
Dwie tarcze zegarowe mają być umieszczone po dwóch przeciwległych stronach wieży kościoła. Rozmiary tej tarczy są dość spore, niespełna 2 x 2 metry. Główne cyfry rzymskie mają wysokość 32.10 cm.
Żeby zrobić te elementy repusuję w smole oraz klepię na płytce stalowej i na desce sosnowej.
Jak powstawały cyfry i inne elementy? Przede wszystkim w bałaganie, oczywiście twórczym. Z udziałem kawy i papierosów (młodzi: nie czytać!).


Najpierw musiałem dorobić punce w odpowiednim rozmiarze i o odpowiednich kształtach. Zrobiłem je z przecinaków, z kluczy imbusowych i ze śrub. Do pobijania wykorzystywałem młotek o kształcie "ball pein  hammer" z uciętą końcówką płaską, który służył mi kiedyś podczas pierwszych ćwiczeń repusowania. Pomyślałem, że będzie miał najlepszą wagę do tej roboty. Oprócz niego wykorzystywałem zwykły młotek ślusarski, ukształtowany z jednej strony półkuliście, z drugiej na wyoblony kant. Oba końce wypolerowałem na lustro. Używałem też młotka blacharskiego, głównie do gładzenia.

Najpierw pracowałem pełną antyczną metodą. Na licu rysowałem niezmywalnym cienkopisem kształt, który później "wycinałem" puncą liniową na smole. Odwracałem blachę i tłoczyłem właściwy relief od odwrocia moimi nowymi puncami. Po zdjęciu ze smoły detal na 30 minut do zamrażalnika. Gdy został zmrożony łatwo było skruszyć z lica resztki smoły. Następne - gładzenie tła puncami, co jednocześnie profilowało detal. Odcinałem tło i szlifowałem krawędź detalu i powierzchnię licową. Na koniec lutowałem od odwrocia zaczepy z pasków zgiętej blaszki.








Niestety nie było to zbyt szczęśliwe rozwiązanie. Przy takim ogromie pracy musiałem uprościć procedurę, żeby wykonanie calości zlecenia ukończyć w jakimś rozsądnym czasie.
Zacząłem więc rysować kształt na odwrociu, tłoczyć, potem wycinać i profilować na stalowej płycie i desce sosnowej. Po tych czynnościach mogłem szlifować krawędź i lico. Zredukowałem też poważnie liczbę używanych punc. Odtąd wykorzystuję tylko dwie: lekko wypukłą - półkulistą i płaską - gladzącą okrągłą, obie ze śrub. Takie podejście stosuję do teraz, ponieważ praca jeszcze nie jest skończona. Dzięki zmianie metody teraz pracuję dużo szybciej.
Tak powstawała cyfra "10":


Uderzam z wyczuciem w neutralny punkt gdy smoła już przestygła i detal łatwo od niej odskakuje.

Własnoręcznie wykonanym dłutkiem, wzorowanym na chińskim dłutku do mikrorzeźby w metalu odcinam tło. Nożyce są zbyt duże i zbyt toporne do takiej roboty. To tak, jakby kosić trawnik pod domem kombajnem. A piłką jubilerską mi się nie chcialo.





Pilnikiem iglakiem diamentowym poprawiam linę obrysu i wyoblam krawędzie.


Bardzo podobnie powstają cyfry "5".



Promienie płomieniste i proste też. Żeby przyspieszyć pracę jeszcze bardziej zacząłem poprawiać kontur i wyoblać krawędzie ściernicą obrotową i wiertarką.

Wskazówki były bardziej kłopotliwe. Długość wskazówki to prawie 130 cm. Kułem  je na wykładzinie dywanowej w przedpokoju. Na wykładzinę położyłem płat grubej skóry.
W końcowej fazie wycinania.















... no i dlatego zbyt dużo ostatnio nie piszę.

c.d.n.