poniedziałek, 22 października 2012

Tarcza zegarowa 2.

Skończyłem wreszcie pracę nad tarczami zegarowymi (2 szt. na dwie przeciwległe strony wieży). Nieledwie dwa miesiące pracy. Za dwa tygodnie powinny już być pozłocone i wraz z mechanizmem zegara powinny być zamontowane w "blendach" wieży kościoła Podwyższenia Krzyża Świętego w Rościsławicach. Zleceniodawca obiecał przesłać kilka zdjęć, wtedy też je opublikuję.
Ostatnie elementy: cyfry "6" i "7" klepałem już bez smoły na płycie stalowej. Generalnie w ciągu całej pracy była okazja, żeby kolejny raz przećwiczyć "swobodne ręczne klepanie".






Pod koniec pracy używałem już tylko nielicznych narzędzi: dwóch małych młotków i dwóch tylko punc.
Trochę denerwujące było lutowanie paska blachy do środkowej tarczy słonecznej. Od niej mają odchodzić dekoncentrycznie proste i płomieniste promienie.
rys. Andrzej Dudczenko

Te promienie i cyfry rzymskie mają być oświetlone taśmą ledową, która ma być zamocowana właśnie na owym pasku blachy.
rys. Andrzej Dudczenko

Najpierw złączyłem końce paska metodą zbliżoną do "szwejsowania" kotlarskiego (o ile wiem) czyli "na zakładkę" plus "klej" w postaci cyny z topnikiem. Prostym kuciem na krawędzi kowadełka zgiąłem oba końce paska.

Odciąłem kawałek cyny i sklepałem go na płasko.

Umieściłem ten kawałek cyny między zakładkami końców blachy i z wyczuciem sklepałem.


Ogrzanie palnikiem stworzyło spoinę. Ogrzewałem dość mocno aby cyna nie wystygła zbyt szybko i natychmiast sklepałem jeszcze ciaśniej tworząc dosyć mocną spoinę. Niestety musiałem używać starego palnika bo mój wytęskniony nowy Dremel Versatile odmówił współpracy, zepsuł się zapłon piezoelektryczny. Po wysłaniu do serwisu (za darmo - brawa dla Firmy Dremel) wrócił z nieszczelnym zaworem gazu. Wysłałem ponownie ale wrócił (już bez defektów) kilka dni po zakończeniu pracy.

 




 Po zaznaczeniu miejsc na przylutowanie blaszek mocujących pasek blachy do tarczy, zacząłem lutować je także. W każdym przypadku formowałem mały, płaski zwitek cyny i odcinałem.


Sklepywałem go młotkiem.


Szlifowałem powierzchnię złączenia i namaszczałem pastą lutowniczą.

Nakładałem cynę.

Szlifowałem powierzchnię blaszki mocującej.
  Po namaszczeniu blaszki pastą przykładałem ją do paska trzymając w szczypcach płaskich, ogrzewałem (tym razem nie mocno ale z wyczuciem) palnikiem, cyna dzięki topnikom rozpływała się w ciągu kilku sekund, stygła i gotowe. Puszczam uchwyt szczypiec i mam połączone elementy.


Tak wyglądał efekt drugiego etapu pracy minus wskazówki, które odesłałem zleceniodawcy wcześniej, aby specjalista od mechaniki zegarowej mógł zamocować do nich osie i tym samym przystosować je do zamontowania do mechanizmu zegarowego.





Pakowanie do wysyłki i wreszcie mogę zacząć sprzątać bałagan. Moja Pani odetchnęła z ulgą.

Po sprzątaniu (długaśnym!) uczciłem koniec roboty ciasteczkami lawendowymi, upieczonymi przez moją Panią!  :)



4 komentarze:

  1. Bardzo interesujący blog. Zegar jest piękny:)

    OdpowiedzUsuń
  2. To miłe, dzięki. Zobaczymy, jak zegar będzie wyglądał na wieży.
    najlepszego! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Absolutnie imponujące. Taki ogrom pracy! Wstrzymuję się na razie z gratulacjami do czasu aż zegary zawisną, aby nie zapeszyć. Ciekawa jestem bardzo efektu końcowego.Ściskam pracowite ręce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami miałem już dość, chciałem jakiejś odmiany ale słowo się rzekło. Na pewno pokażę zdjęcia gotowej całości. Dzięki! :)

      Usuń